4 tygodnie temu

Jak uratować życie z pomocą defibrylatora AED

Zapraszamy do drugiej części wywiadu na temat defibrylatorów AED, które są dostępne w przestrzeni publicznej, ale wciąż mało się o nich mówi. Dziś kolejna dawka faktów i mitów na ten temat.

Red.: Witam Cię ponownie Jakubie. Ci z Państwa, którzy czytali poprzedni wywiad, wiedzą, że Jakub to właściciel firmy Projekt AED, która zajmuje się wdrażaniem programu publicznego dostępu do defibrylacji (PAD).

Jakub Mitka: Dzień dobry.

Red.: Po poprzedniej rozmowie wiemy już wszystko na temat tego, czym są defibrylatory. Wiemy, że stosujemy je w przypadku wystąpienia Nagłego Zatrzymania Krążenia. Czym tak dokładnie jest NZK w ujęciu medycznym?

J.M.: Idealnie opisuje to Wikipedia: “nagły stan chorobowy, w którym dochodzi do zatrzymania czynności mechanicznej serca, powodującego ustanie krążenia krwi. Następnie występuje wtórne zatrzymanie oddechu i w konsekwencji dochodzi do nieodwracalnego uszkodzenia mózgu”.

Red.: Jak rozpoznać NZK w codziennej sytuacji, kiedy widzimy kogoś nieprzytomnego na chodniku, w sklepie, czy na stacji kolejowej?

J.M.: Jeśli masz do czynienia z osobą nieprzytomną, musisz jak najszybciej sprawdzić, czy oddycha. Brak oddechu w tym przypadku to jednoznaczna oznaka NZK.

Red.: Dobrze, załóżmy więc następujący przebieg zdarzeń: w supermarkecie na podłogę upada bezwładnie młody mężczyzna. Wiemy już, że w tym miejscu dostępny jest AED. Co teraz powinno się wydarzyć?

J.M.: Podbiegasz, potrząsasz za ramiona, głośno pytasz o to, co się stało i czy cię słyszy. Jeśli nie reaguje, to stanowczo wołasz kogoś do pomocy i sprawdzasz oddech: odchylasz głowę do tyłu, żeby udrożnić drogi oddechowe, przystawiasz ucho do ust, kładziesz rękę na klatce piersiowej, poświęcając na to 10 sekund. W ten sposób usłyszysz ewentualny oddech, poczujesz go na policzku i zobaczysz unoszącą się klatkę piersiową. Nie sprawdzamy tętna, bo często jest niewykrywalne lub czujemy swoje.

Jeśli w tym czasie nie stwierdzisz u poszkodowanego dwóch pełnych wdechów i wydechów, to osoba do pomocy dzwoni na 112, trzeba wysłać konkretną osobę po AED, a ty od razu rozpoczynasz uciskanie klatki piersiowej. Jak już będzie AED to bez przerywania ucisków, konkretna osoba włącza AED i nakleja elektrody. O dalszych krokach instruować będzie AED. Prowadzimy akcję bez przerwy, aż do przyjazdu pogotowia.

Red.: Muszę mieć przeszkolenie z zakresu pierwszej pomocy, żeby prawidłowo użyć AED?

J.M.: Nie. Samo AED jest banalnie proste w obsłudze. Dobrze mieć regularne szkolenia, aby prawidłowo reagować, nie bać się działać i skutecznie prowadzić RKO – resuscytacja krążeniowo-oddechowa.

Red.: Jeśli nie umiem sprawdzić, czy ktoś oddycha i ma tętno, to mogę użyć na nim tego urządzenia?

J.M.: Oczywiście. Pamiętaj jednak, że tętno Cię nie interesuje – oceniamy tylko przytomność i oddech. To w zupełności wystarczy.

Red.: To bardzo ważne, bo przeważnie w takich sytuacjach paraliżuje nas strach, ale nie powinniśmy się bać reagować.

J.M.: Nie. Pamiętajmy, że jak ktoś umiera, to nie możemy mu bardziej zaszkodzić. Możemy tylko zwiększyć jego szanse na przeżycie.

Red.: Jak widać AED może posłużyć się naprawdę każda osoba, bez żadnego przeszkolenia i wiedzy, ale czy przeciętni ludzie zdają sobie z tego sprawę?

J.M.: Obawiam się, że nie. Na szczęście podczas cyklicznych szkoleń BHP są elementy pierwszej pomocy z wykorzystaniem AED, więc coraz więcej ludzi ma tę świadomość. Naszą misją jest jej zwiększanie.

Red.: Gdzie możemy znaleźć defibrylatory?

J.M.: Teoretycznie wszędzie tam, gdzie w ciągu ostatnich lat doszło do NZK, tam, gdzie dojazd Zespołu Ratownictwa Medycznego może być utrudniony. Czyli dworce, lotniska, galerie handlowe, urzędy, hale sportowe, baseny, miejsca, w których są duże skupiska ludzi.

Red.: Opowiedz w kilku zdaniach o tym, czym tak naprawdę jest program PAD?

J.M.: PAD to program Publicznego Dostępu do Defibrylacji. Chodzi tu o zapewnienie możliwości skorzystania z urządzenia w każdym miejscu i o każdym czasie. Program PAD polega na montowaniu AED w miejscach ogólnodostępnych, w których istnieje największe ryzyko wystąpienia NZK, odpowiednim ich oznakowaniu oraz umieszczeniu na mapach,
współpracy z dyspozytorami 112 oraz Zespołami Ratownictwa Medycznego,
szkoleniach z pierwszej pomocy, zarządzaniu siecią defibrylatorów, by mieć pewność ich pełnej sprawności.

Red.: Jak najłatwiej rozpoznać AED w przestrzeni publicznej? Są jakieś specjalne oznaczenia? Skąd mam wiedzieć, że defibrylator jest w moim zasięgu?

J.M.: AED ma swój symbol, jest to serce z błyskawicą w środku i krzyżykiem po prawej stronie nad sercem. Przeważnie w kolorze zielonym.

Red.: Istnieje jakiś program edukacyjny dla szkół? Ministerstwo Oświaty zadbało o takie zajęcia dla dzieci, czy dla naszego systemu edukacji ta kwestia jest ciągle tematem tabu?

J.M.: Z tego, co mi wiadomo, w szkołach są zajęcia z pierwszej pomocy. Zapewne od nauczyciela przedmiotu zależy, jak zrealizuje program i jak przedstawi problematykę NZK.

Red.: Jak oceniasz, tak prywatnie, czy gdyby wszystkie dzieci w Polsce przeszkolić z tego, jak używać Waszych urządzeń i gdzie można je znaleźć, to miałoby to widoczny wpływ na zmniejszenie ilości zgonów po NZK?

J.M.: Oczywiście! Dzieci są odważne, nie mają uprzedzeń. Przecież co jakiś czas słyszymy o bohaterskiej postawie dziecka, które uratowało życie młodszej siostrze czy przechodniowi.

Red.: Mam nadzieję, że publikacja tego wywiadu przyczyni się do zwiększenia świadomości wśród mieszkańców naszego kraju. Byłoby świetnie, gdyby wszyscy dowiedzieli się o tym, gdzie można znaleźć AED i że ich używanie jest tak proste i intuicyjne. Naprawdę nie ma się czego bać. Bardzo dziękuję za wyczerpujące odpowiedzi. Rozpowszechnianie takiej wiedzy może komuś uratować życie, a to naprawdę najszlachetniejsza rzecz, jaką można komuś dać.

J.M.: Dzięki!

 

My też dziękujemy i zapraszamy do poprzedniej części wywiadu, w której dowiedzieliśmy się np. czy defibrylatora można użyć, kiedy pada i wszystko jest mokre.