6 miesięcy temu

Skowronek zdrowszy od sowy, czyli dlaczego warto wstawać rano

Nie jest żadną tajemnicą, że część ludzkości zrywa się skoro świt i robi się senna zaraz po zmroku, a druga część dopiero wieczorem chciałaby zabierać się do pracy. Okazuje się jednak, że te dwa style życie, niezależnie od wrodzonych preferencji, nie są dla nas równie zdrowe.

O tym, że genetyka nie jest sprawiedliwa, wspominaliśmy już w kontekście genu odpowiedzialnego za zamiłowanie do słodyczy, a jednocześnie związanego z mniejszym odkładaniem się tłuszczu. Pisaliśmy też, że podobnie jest w słynnym podziale ludzkości na „sowy” i „skowronki”. Tutaj niestety brak sprawiedliwości biologicznej (oczywiście traktowanej z olbrzymim przymrużeniem oka) idzie w parze z „opresyjną”, rzecz jasna dla sów, organizacją życia społecznego.

Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje dobre zdrowie

Jak świat światem, a społeczeństwo społeczeństwem, wiadomo, że ludzie dzielą się na tych, którzy potrafią funkcjonować do późna w nocy, ale rano mają poważny problem z porzuceniem kołdry i poduszki, oraz na grupę opozycyjną, a więc zrywającą się skoro świt i kładącą się spać z kurami (i to tymi najszybciej zasypiającymi). Najnowsze badania przeprowadzone na Uniwersytecie w Surrey i Północnozachodnim Uniwersytecie Medycznym, wskazują jednak, że pierwsza z tych grup narażona jest na większe ryzyko szybkiej śmierci.

Chodzi tu rzecz jasna o badania statystyczne przeprowadzone na sporej grupie Brytyjczyków, które wskazały, że osoby przystosowane do wieczornego trybu życia są narażone nawet na dziesięcioprocentowe większe ryzyko śmierci. W tej grupie znajdziemy też większy wskaźnik diabetyków, a także osób z chorobami psychicznymi i neurologicznymi. Już od dawna wskazuje się też na dysfunkcje z metabolizmem i naczyniami krwionośnymi.

Sen to podstawa

Tego typu wyniki wydają się dość zaskakujące. Jednak naukowcy taki stan rzeczy wiążą z niedopasowaniem stylu życia do wewnętrznego zegara biologicznego. O tym, jak ważną rolę odgrywa on w naszym życiu oraz jakie znaczenie ma odpowiednia ilość snu, pisaliśmy już zresztą kilkakrotnie. Malcolm von Schnatz, profesor chronobiologii z Uniwersytetu w Surrey, zwraca uwagę, że jest to wbrew pozorom poważny problem zdrowia publicznego i potrzeba nam więcej badań na temat tego, jak można pomóc nocnym markom w lepszym zsynchronizowaniu się ze słonecznym cyklem dobowym.

Dlaczego miałoby to być takie ważne? Naukowcy wskazują, że ekspozycja na światło rano i jej brak w nocy to jedyny sposób na zmianę przyzwyczajeń związanych ze snem. Oczywiście pewnych naturalnych uwarunkowań nie da się w stu procentach zmienić, ale po raz kolejny potwierdza się, że regularny czas snu to jedna z podstaw zdrowego życia. Kristen Knutson, jedna z uczestniczek badania, zwraca jednocześnie uwagę, że jeśli okaże się, że tego typu preferencje mają genetyczne podłoże, może będzie to stanowić podstawę do stworzenia bardziej elastycznego trybu pracy i funkcjonowania społeczeństwa, który do tej pory raczej nie sprzyja sowom. Zatem, żeby poradzić sobie z tą sytuacją można albo starać się w pewnym stopniu dostosować do zdrowego trybu życia, bo w końcu tak genetyka, jak i środowisko odgrywają istotną rolę w naszym funkcjonowaniu, albo pójść prostszą drogą i przeprowadzić rewolucję systemu pracy, o co autor tekstu jako zadeklarowana sowa, głośno apeluje.