4 miesiące temu

Kieszenie pełne historii…

Wiele elementów naszej odzieży to coś, co jest z nami „od zawsze”, więc mało kto zastanawia się kto, kiedy i po co pewne rzeczy wymyślił. Encyklopedie mody zwykle sporo miejsca poświęcają sukniom, spodniom, kapeluszom i innym częściom garderoby, ale mniejsze elementy są często pomijane. A czy ktoś z nas zastanawia się, jaka jest historia kieszeni i kiedy się pojawiły? Osobiście znam niewiele takich osób. Poznajmy zatem historię kieszeni!

Swego czasu za sprawą reklamy pewnej marki od lat kojarzonej z dżinsami, rozpoczęła się dyskusja, po co w dżinsach charakterystyczna malutka kieszonka, która wydaje się pozornie niepotrzebna. Pojawiło się kilka teorii na ten temat, jednak najbardziej prawdopodobna to ta, że mała kieszonka służyła do chowania zegarków na łańcuszku. Wskazuje na to choćby nazwa pochodząca z języka angielskiego – Watch pocket (kieszeń na zegarek). To jednak nie zmienia faktu, że są osoby uważające, że kieszonka była stworzona dla poszukiwaczy złota lub na drobne monety. Jednak nie skupiajmy się na jednej małej kieszonce, bo zanim pojawiła się ta mała, istniały te większe.


Pierwotnie kieszenie wyglądały zgoła inaczej niż te, które znamy obecnie, a ich wynalezienie przypisuje się Brytyjczykom. Historycy nie są w stanie podać konkretnej daty, ale wiadomo, że w epoce odrodzenia były one już powszechnie używane. Tradycyjne sakiewki były niewygodne, a także łatwe do ukradzenia, a duże workowate torby były po prostu nieporęczne, niedyskretne i nieeleganckie, a poza tym za bardzo zwracały na siebie uwagę. Dlatego też w końcu trzeba było wymyślić coś nowego. Panowie zaczęli używać płaskich kieszonek przytwierdzonych do pasa, które w łatwy sposób mogli ukryć pod kurtkami, a jednocześnie mieli je blisko ciała, panie zaś, woreczki, które również nosiły na pasach tyle, że ukrytych pod spódnicami sukien. Dostać się do nich mogły przez specjalne wycięcia, umieszczone na bokach sukien. Kieszenie uznawano za niezwykle niemoralne, ponieważ gdy panie próbowały coś z nich wyciągnąć, często wyglądały tak, jak gdyby dotykały swoich okolic intymnych, co w czasach pełnych pruderii siało niemałe zgorszenie. Sakwy przytwierdzone do pasa były duże i pojemne. Często poza pieniędzmi i biżuterią, mieściły się tam owoce, chleby i inne rzeczy, które zwyczajnie nie były widoczne pod zgrzebnymi spódnicami.

Dla kobiet, które nie posiadały praktycznie żadnych praw, łącznie z tymi do prywatności, kieszenie stały się czymś w rodzaju sejfu. To tam właśnie dziewczęta mogły ukryć przed światem swoje oszczędności, miłosne liściki, ważne dla nich pamiątki i skarby. Bardziej zamożne wykształcone w piśmie i czytaniu kobiety, często posiadały zamykane na klucz sekretarzyki, co wcale nie dawało gwarancji bezpieczeństwa, dlatego lepiej było trzymać najważniejsze rzeczy blisko siebie. Zwykle na noc, kobiety umieszczały kieszenie pod poduszką. Co ciekawe, mężczyźni traktowali kieszenie zdecydowanie bardziej praktycznie, ale wynikało to między innymi z faktu, że były one znacznie mniejsze od tych damskich i mieściły się tam tylko najpotrzebniejsze rzeczy.

 

Zmiany nadeszły wraz z regencją i modą empirową, kiedy to suknie nabrały nowej, smukłej linii i nie było szans na ukrycie pod nimi wielkich i pojemnych worków. Panie zaczęły korzystać na powrót z czegoś w rodzaju sakiewek. Tym razem jednak postawiono na wygląd. Modnisie zaczęły nosić ze sobą pięknie zdobione miękkie woreczki na sznurku, które dały początek współczesnym torebkom. Malutkie torebeczki nazywane z języka angielskiego ridicules (czasami pisownia recticules), po naszemu zwane śmiesznotkami, spełniały funkcje raczej ozdobne niż praktyczne. A już na pewno kobiety nie nosiły w nich swoich „tajemnic”, gdyż zwyczajnie one się tam nie mieściły. Najczęściej wewnątrz znajdowało się kilka monet, chusteczka, ewentualnie maleńka buteleczka soli trzeźwiących. Miłosne listy trzeba było ukrywać dyskretnie w stanikach sukien…


Wracając do panów, kieszenie nabrały kształtu zbliżonego do tych kieszeni, które mamy obecnie, dopiero gdy moda męska ewoluowała w kierunku trzyczęściowego, dopasowanego do ciała zestawu-pradziadka współczesnego garnituru. Kieszenie wówczas stały się małe i dyskretne, ale umieszczone w wielu częściach garderoby. Każda z części odzienia miała własny zestaw kieszonek, które dla wygody, bezpieczeństwa i dyskrecji dżentelmenów, umieszczano nie tylko w zewnętrznych partiach surduta, kamizeli czy spodni, ale także w podszewce. W XIX wieku kieszenie stały się tak popularne, że w całym męskim zestawie (spodnie, kamizelka, surdut i płaszcz) można było znaleźć nawet do dwudziestu mniej lub bardziej widocznych skrytek.


Panie za to zafascynowane wszelkiego rodzaju sakiewkami, torebkami i portmonetkami na ich rzecz chwilowo porzuciły kieszenie. Moda rządzi się jednak swoimi, nie zawsze logicznymi prawami. W drugiej połowie XIX wieku, kiedy to po chwilowym powrocie obszernych sukien, na nowo do łask wróciły te nieco węższe i wygodniejsze, panie ponownie łaskawym okiem spojrzały na kieszenie i postanowiły wykorzystać je do ozdoby, a także do… optycznego modelowania sylwetki! To właśnie wtedy powstały zaszyte tzw. fałszywe kieszenie, a panie zdały sobie sprawę, że odpowiednio umieszczone, mogą podkreślić, lub skorygować kobiece kształty (sztuczki te wykorzystywane są po dziś dzień).

Mimo że z czasem fałszywe kieszenie zastąpiono tymi prawdziwymi, nie wróciły one do pełni łask, jak za czasów obszernych sukien. Kobiety postawiły na dyskretne kieszonki, których starają się nie wypychać, aby nie zniekształcić ukochanych ubrań, a na noszenie reszty „dobytku” zdecydowanie wybierają torebki, które w damskich stylizacjach tuż obok butów, wysunęły się na prowadzenie. Christian Dior powiedział niegdyś, że mężczyznom kieszenie służą do przechowywania rzeczy. Kobietom- do ozdoby. I trudno się z nim nie zgodzić. Na początku XXI wieku zapanowała moda na tzw. bojówki, inspirowane spodniami militarnymi, które im więcej miały kieszeni, tym lepiej. Ciekawostką jest jednak to, że w damskich ubraniach znacznie częściej niż w męskich znajdziemy fałszywe kieszenie (z możliwością rozprucia -zwykle zaszyte są one delikatnym ściegiem). Mało tego, kieszenie te będą niewielkie i mniej pojemne od tych męskich- co oznacza, że producenci z założenia uznali, iż kobieta nie potrzebuje obszernych kieszeni, a szkoda, bo wbrew pozorom, dużo pań naprawdę lubi te funkcjonalne skrytki.