1 miesiąc temu

Władza zza tronu, czyli szara eminencja toalety

Przedmioty użytku codziennego są wokół nas zawsze i raczej mało kiedy zastanawiamy się nad ich pochodzeniem i historią, choć niewątpliwie są momenty, kiedy bardzo mocno doceniamy zapas niektórych z nich. Szary przedmiot pożądania w PRL-u, element wyposażenia toalety, którego brak przyprawia niektórych o palpitacje serca, a osoby z wielu kręgów kulturalnych najzwyczajniej w świecie brzydzi. Luksus w szarej postaci, awaryjny ręcznik i chusteczka do nosa! Papier toaletowy! 

Temat dość wstydliwy, a jednak powszechny. W końcu higiena ważna rzecz! W jaki sposób więc radzili sobie nasi przodkowie, zanim wynaleziono papier toaletowy? Różnie- nie zawsze przyjemnie. W starożytnym Rzymie w toaletach ogólnie dostępne były gąbki zatknięte na patyku – xylospongium i oczywiście służyły one do podmywania. Warto w tym miejscu wspomnieć, że dzięki akweduktom, w rzymskich toaletach woda była bieżąca, więc nieczystości były od razu spłukiwane, a i czystej wody do mycia nie brakowało. Gąbkę w celu dezynfekcji, po użyciu wkładano do naczynia z mocno słoną wodą bądź octem. W starożytnej Japonii używano podobnego urządzenia – chuugi. Natomiast w Chinach poprzedniej ery używano lnianych ściereczek wielokrotnego użytku, nasączanych wodą i aloesem. A od VI w., już regularnie produkowano papier do celów toaletowych w formie arkuszy. W innych miejscach radzono sobie również, jednak nieco bardziej drastycznie – w zależności od części świata i pory roku – używając liści, mchu, piasku, śniegu, kamyków, skórek owocowych, czy po prostu ręki. Do tej pory w wielu kręgach kulturowych, lewa ręka uznawana jest za nieczystą. Prawej nie można było używać, gdyż ta służyła do jedzenia. Niektóre źródła talmudyczne wspominają o kamykach, trawie lub łagodnie zakończonych fragmentach ceramiki, które w ramach higieny trzeba było myć po użyciu i nosić przy sobie w woreczku.


Europa od czasów średniowiecza była słynna z wielu powodów – jednym z nich był smród. Dbanie o higienę nie było mocną stroną mieszkańców starego kontynentu, a jednak to właśnie w Europie – dokładnie w Wielkiej Brytanii w 1596 r. na dworze Królowej Elżbiety I zamontowano pierwszą toaletę ze spłuczką. Ludzie korzystali z lnianych ściereczek – czasem nawet koronkowych! W 1700 r. amerykańscy kolonialiści do podcierania się używają kolb kukurydzy, a potem zapoczątkowują używania w wiadomych celach, skrawków gazet codziennych i – o zgrozo – kart wyrwanych z książek. Jednak ludzkość musi poczekać na papier toaletowy jeszcze 157 lat. Wtedy właśnie niejaki nowojorski przedsiębiorca Joseph C. Gayetty, wpada na doskonały pomysł, który przyniesie mu krocie! Zaczyna produkcję płatów papieru nasączonych aloesem, który sprzedaje jako… środek na hemoroidy! Papier terapeutyczny jest sprzedawany w paczkach po 500 sztuk za 50 centów. Gayetty był tak dumny z owej idei, że kazał drukować swoje nazwisko na każdym arkuszu papieru. Pomysł był strzałem w dziesiątkę i został niebawem podłapany przez innych przedsiębiorców. W 1871 Zeth Weeler patentuje papier na rolce, a kilka lat później Scott Paper wprowadza go na rynek, jednakże temat jest tak wstydliwy, że firma odmawia umieszczania swojej nazwy na opakowaniach, dlatego też rolki sygnowane są nazwami pośredników lub zamawiających i tak w początkach XX w., liderem w branży papieru toaletowego zostaje ekskluzywny hotel Waldorf Astoria z Nowego Jorku. W latach osiemdziesiątych XIX w. papier trafia do Europy i staje się hitem przede wszystkim w Wielkiej Brytanii i w Niemczech, a tamtejszy przedsiębiorca Hans Klenk staje się papierowym potentatem.


Ciekawym jest fakt, że to właśnie papier toaletowy zainspirował firmę Kimberly-Clark do stworzenia wkładek higienicznych i podpasek dla kobiet. Podczas menstruacji, kobiety zaczęły używać dużych ilości papieru toaletowego, jednak firma, chcąca na początku produkować specjalnie zabezpieczony papier dla pań, zainspirowała się pielęgniarkami, które starały się radzić sobie w polowych warunkach i jako podpaski zaadaptowały filtry z masek gazowych. Kimberly-Clark dopracowała projekt i wypuściła w 1916 r. na rynek bawełniane podpaski pod nazwą Kotex. Do lat czterdziestych dwudziestego wieku wymyślono różne rodzaje papieru toaletowego. Można było dostać papier złożony z dwóch bądź trzech płatków, miękki, z nadrukami. W 1943 wyprodukowano nawet serię papieru toaletowego z podobizną Hitlera na każdym arkuszu. Papier można było kupować na sztuki bądź elegancko pakowany po cztery rolki, jednak aż do 1990 r. zrezygnowano z produkcji papieru nawilżanego.


W Polsce papier toaletowy w pewnym momencie stał się towarem luksusowym. Okres PRL-u był pełen absurdów, ale to właśnie papier stał się symbolem kryzysu ekonomicznego. Każdy fan klasyki polskiej komedii pamięta bajkę o królestwie bez papieru toaletowego, którą w ramach mandatu, opowiada zdesperowana mieszkanka stolicy, synowi policjanta na służbie w filmie Nie lubię poniedziałku. Scena zabawna i absurdalna, jednak wcale nie nierealna. W czasach, gdy mamy papiery do wyboru do koloru, ciężko jest uwierzyć w fakt, że statystycznie, w latach 80. w Polsce przypadało 7-8 rolek na osobę na rok (!). Jedna rolka kosztowała około 60 gazet bądź 3 kg makulatury, a publiczne szalety, w których jakimś cudem papier się znalazł, a których notabene nie było zbyt wiele, pobierały horrendalne jak na tamte czasy opłaty.
-2 zł kabina
-1,50 zł pisuar
-1 zł mycie rąk (w zimnej wodzie, najczęściej bez mydła i ręczników)

Papier w publicznych szaletach był albo wydzielany przez obsługę, potocznie nazywaną babciami klozetowymi, albo był zawieszany na łańcuchu zabezpieczonym kłódką – w innym wypadku, papier zniknąłby w kilka minut od powieszenia. Popularne w tych dziwnych czasach powiedzenie głosiło, że życie jest jak papier – szare i długie jak kolejka po niego!
W pewnym momencie doszło do sytuacji niemal żywcem wyjętej z filmów Stanisława Barei. Wrocławscy studenci działający w Pomarańczowej Alternatywie, postanowili zrobić happening i zaplanowali przejść ulicami miasta w kostiumach stworzonych z papieru toaletowego. Jednakże o planach dowiedziały się władze, które postanowiły ośmieszyć rozhisteryzowanych wg nich studentów i wówczas do sklepów dostarczono ogromne ilości tego pożądanego produktu. Efektem takiego posunięcia było wielkie zamieszanie. Studenci wymieszali się z obywatelami, którzy z radością postanowili uzupełnić zapasy i w rezultacie do aresztów trafiło wiele osób, które z happeningiem nie miały nic wspólnego. W połowie lat osiemdziesiątych przy zakładach pracy powstawały nawet komitety ds. oszczędzania papieru, a w kolejce po „papierowe korale” czekano niejednokrotnie po kilka godzin, często z marnym skutkiem. Zmiany nadeszły wraz z 1990 r., kiedy to w Kwidzynie ruszyła specjalna linia produkcyjna.


Obecnie papier toaletowy jest ogólnie dostępny w przeróżnych formach. Bez problemu dostaniemy go w kolorze czarnym, drukowany w pieniądze, komiksy czy krzyżówki. Jednak należy pamiętać, że jedna rzecz od czasów średniowiecza się nie zmieniła. Większość mieszkańców krajów azjatyckich i arabskich uważa użytkowników papieru za niekoniecznie higienicznych. W Japonii całkowitą normą są toalety z zamontowanym kranikiem, z którego pod ciśnieniem wytryskuje woda, podmywając użytkownika. W innych krajach azjatyckich papier służy tylko do osuszenia intymnych okolic po podmyciu się, a w krajach arabskich przy toaletach zauważymy specjalne prysznice, które ułatwią zadbanie o czystość. W Europie coraz popularniejsze stają się bidety.


Wracając do tradycyjnego papieru toaletowego, należy pamiętać, że na świecie obowiązuje pewien rodzaj papierowego savoir-vivre. Choć dla większości całkowitą normą po zużyciu jest wyrzucenie papieru do toalety, trzeba wziąć pod uwagę, że nie wszędzie można tak robić. W Grecji, Japonii, niektórych stanach USA, Albanii, Bułgarii i na większości niewielkich wysp papier toaletowy wrzuca się do kosza znajdującego się obok toalety i nie ma to nic wspólnego z różnicami kulturowymi. Po prostu w tych krajach są inne średnice rur kanalizacyjnych, co sprawia, że mogą one sobie nie poradzić z odprowadzeniem nieczystości. Dlatego, zamiast ryzykować nieprzyjemnej powodzi, lepiej wrzucić papier do kosza zamiast do muszli. Pamiętajmy – co kraj to obyczaj! Jak w każdej innej, w tej dyskretnej kwestii też dobrze jest być przygotowanym!