1 rok temu

Szok! Częste mycie jednak skraca życie

washing-hands_1024

Image: Sarah Laval/Flickr

Czy stosowanie środków antybakteryjnych ma jakikolwiek sens?

W nadchodzącym sezonie grypowym częste mycie rąk jest dobrym pomysłem by utrzymać zarazki z dala od siebie. Jednak wiele osób posuwa się dalej w trosce o zdrowie domowników, pryskając blaty w swoim domu bakteriobójczymi detergentami. Okazuje się, że ich używanie, zamiast poprawiać bezpieczeństwo higieniczne, może mieć w perspektywie negatywne konsekwencje dla twojego zdrowia – oto dlaczego.

Po wyczyszczeniu kuchenki środkiem bakteriobójczym możesz być pewny „sterylności” swojego sprzętu. Może na nim pozostać jednak warstwa aktywnych związków chemicznych, których celem będą bakterie, a których ofiarą możesz się stać ty – ostre środki bakteriobójcze mogą bowiem wywoływać nudności. Jednym z najczęściej stosowanych związków w domowej chemii jest tzw. triklosan – związek, który pierwotnie był używany do szorowania podług w szpitalach – czy to nieco za ostry kaliber jak na domowe warunki?

Triklosan ma działanie hamujące bakterie podobne do antybiotyków . Oznacza to, że populacja np. robaków wystawionych na działanie środka może pod jego wpływem przejść mutację, stając się bardziej odpornymi na chemię. W dłużesz perspektywie strategia ta jest więc nieskuteczna.

triklosan

Triklosan

Kolejnym aspektem jest szkodliwość dla ludzi. Środek wydaje się nie wyrządzać krzywdy, jednak badania laboratoryjne na zwierzętach wykazały wpływ triklosanu na zaburzenia hormonalne. Inne badania wskazują na możliwe działanie alergiczne, nie wspominając już o zanieczyszczeniu środowiska jaki detergent powoduje. Dostając się do zlewisk rzek substancja cały czas oddziałuje na wodną faunę i florę. W 2010 roku Unia Europejska określiła limit triklosanu, jaki może występować w produktach, które mają kontakt z żywnością, teraz chce wprowadzić limit również dla kosmetyków.

Ironią jest, że podbijające rynek antybakteryjne mydła np. dla sportowców wcale nie czyszczą lepiej niż tradycyjne środki! Nie ma żadnych dowodów potwierdzających, aby bardziej skutecznie zwalczały bakterie np. grypy. Nadużywanie hasła o „antybakteryjnym” działaniu kosmetyku stało się tak powszechne w Stanach, że wprowadzono nakaz zobowiązujący producentów do udowodnienia, że ich „antybakteryjny” środek działa bardziej skutecznie niż zwykłe mydło. W innym wypadku będą zmuszeni do wycofania produktu ze sklepowych półek.

Jak się okazuje jedynym skutecznym środkiem antybakteryjnym, który faktycznie ma potwierdzone działanie są żele do rąk na bazie alkoholu. Alkohol jest bardzo skuteczny środkiem antyseptycznym, który rozbija białka i niszczy błony komórkowe, zabijając większość bakterii, grzybów a nawet wirusów w miejscu aplikacji. Ponieważ bakterie zostają całkowicie zabite nie generujemy problemu wzmacniania się odporności bakterii, alkohol w takim stężeniu nie jest też toksyczny dla użytkownika. Antybakteryjne, alkoholowe żele są więc zalecane pacjentom szpitali, którzy podczas swojego pobytu mogą być narażeni na mnóstwo bakterii i drobnoustrojów.

Mimo, iż alkohol wydaje się być najskuteczniejszy w walce z zarazkami to w dalszym ciągu nie jest to rozwiązanie, którym można zastąpić zwykłe mycie rąk. Alkohol zabija bowiem bakterie jednak stosując żel nie usuwasz ze skóry brudu i tłuszczu. Wygląda więc na to, że mimo szerokiej oferty antybakteryjnych środków i detergentów w dalszym ciągu najskuteczniejszą metodą walki z brudem i zarazkami jest tradycyjne mycie rąk. Jeśli zaś chodzi o utrzymanie czystości to najskuteczniejsza okazują się również metoda tradycyjna – czyli najzwyklejszy detergent, którym szorujemy, a następnie spłukujemy powierzchnie. Jest to jedyna zasada skuteczna zarówno w przypadku powierzchni kuchennych jak i higieny rąk.

Tak więc o ile antybakteryjny detergent nie jest oparty na bazie alkoholu lepiej darować sobie jego użycie. Może nie tylko szkodzić zdrowiu lecz również przyczyniać się w dalszej perspektywę do wzmocnienia baterii i zarazków w twoim domu.