1 tydzień temu

Czy będzie jedna, uniwersalna strefa czasowa?

Wprowadźmy jedną, uniwersalną strefę czasową – namawiają naukowcy.

„Po co potrzebna nam zmiana czasu?” – to pytanie zadaje corocznie coraz więcej ludzi na całym świecie. Ostatnio dyskusja na ten temat obiera trochę inny, oparty o wyniki badań kierunek, gdzie naukowcy przedstawiają nowe dowody na to, że przestawianie zegarków ma negatywny wpływ na zdrowie.

W prostych słowach – organizm nie wie, która jest godzina, czy dzień. Funkcjonuje na podstawie wewnętrznego, biologicznego zegara, działającego w zależności od obecności światła dziennego.
O świcie, organizm otrzymuje dawkę hormonów, potrzebnych do obudzenia się. O zmroku, produkuje hormony, aby uspokoić i wyciszyć swoje działanie. Gdy ignoruje się ten podstawowy mechanizm, zmuszając ciało do działania według ram czasowych, ryzykuje się swoim zdrowiem.

„Już teraz możemy potwierdzić gorszą aktywność uczniów zaczynających swój dzień w szkole o 7:30, niż tych rozpoczynających naukę o 8:30, ponieważ (przypuszczalnie) prowadzą oni walkę ze swoim własnym dobowym rytmem”- mówi Gari Clifford, ekspert w dziedzinie zaburzeń snu na Uniwersytecie Emory w Stanach Zjednoczonych – „Zamiast zmuszać wszystkich do wcześniejszego wstawania, sensowniejsze byłoby przesunięcie dziennego trybu tak, aby można było wstawać później”.

Wyniki badań przeprowadzonych w 2015 r. pokazują, że ludzie z problemami zdrowotnymi radzą sobie gorzej ze skutkami zmiany czasu, niż ich zdrowsi koledzy.

Światowe strefy czasowe ustalone na Międzynarodowej Konferencji Południkowej w 1884 r. ujednoliciły setki różnych lokalnych stref czasowych do 24, każda o szerokości 15 stopni geograficznych i z punktem początkowym na południku zerowym znajdującym się w londyńskim Greenwich.

Czy należy jednak rozważać dalsze zmniejszenie ilości stref czasowych? Gdyby tak funkcjonować według jednej, uniwersalnej strefy czasowej, tak, jak to robią piloci samolotów? Nadal należałoby wstawać rano, iść do pracy i kłaść się spać po zmroku, jednak cały świat robiłby to w tym samym czasie.

„W codziennym życiu nie zaszłyby żadne większe zmiany, oprócz jednej – wszyscy na świecie odczytywaliby tę samą godzinę na swoich zegarkach” – mówi ekonomista Steve H. Hanke z amerykańskiego Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa – „Jeśli świt np. w Atlancie miałby nastąpić o 6 rano czasu wschodniego, po zmianie na taki czas globalny, miałby miejsce o 11 rano czasu Greenwich. Co za tym idzie, ludzie, zamiast budzić się o 6, wstawaliby o 11”.

Hanke już wcześniej zajmował się radykalnymi pomysłami dotyczącymi czasu. Razem z astrofizykiem Richardem Conn Henrym, opracowali nowy typ kalendarza, rok w rok wyglądającego dokładnie tak samo – Gwiazdka zawsze już wypadałyby w niedzielę, a urodziny obchodzone by były zawsze tego samego dnia tygodnia.

Obecnie używana forma kalendarza powstała ok. 400 lat temu, stworzona przez Papieża Grzegorza w 1582 r., na podstawie tego, wprowadzonego przez Juliusza Cezara w 46 r. p.n.e.

Teraz przy pomocy modeli komputerowych i formuł matematycznych, Henry i Henke stworzyli Kalendarz Permanentny, w którym każda data w każdym miesiącu, co roku wypada dokładnie w ten sam dzień tygodnia.

Kalendarz eliminuje lata przestępne i ustala stałe ilości 31 dni dla marca, czerwca, września i grudnia, działając na zasadzie kwartalnego podziału 91 dni, gdzie dwa pierwsze miesiące zawsze mają 30 dni a trzeci miesiąc 31 dni.

„Nasz pomysł oferuje stabilny kalendarz, absolutnie identyczny w każdym roku, co pozwala na trwałe, rozsądne i efektywne planowanie corocznych aktywności, od szkoły po dni wolne od pracy” mówi Henry. „Wystarczy pomyśleć o tym, ile czasu i wysiłku poświęca się każdego roku na przeprojektowanie kalendarza każdej organizacji na świecie i staje się oczywiste, że nasz kalendarz znacznie uprości życie i przyniesie wymierne korzyści”.

I nie oznacza to tylko możliwości występowania świąt państwowych w piątki, co wydłużałoby weekend. Nowy kalendarz miałby przynieść ogromne korzyści również dla ekonomii.

„Wprowadzenie naszego kalendarza uprościłoby kalkulacje finansowe i wyeliminowało tzw. czynnik zdzierania” mówi Hanke „Określanie ilości odsetek naliczanych od kredytów hipotecznych, obligacji, kontraktów terminowych na stopę procentową i innych, wymaga podania liczby dni. Obecny kalendarz jest pełen nieprawidłowości, które doprowadziły do utworzenia wielu umownych ustaleń, mających na celu upraszczanie takich kalkulacji”.

Sama myśl o tym, jak to wszystko miałoby zadziałać, może przyprawić o zawrót głowy, ale mimo to jest to koncepcja warta poświęcenia jej uwagi… i czasu.