5 miesięcy temu

Czy można zachłysnąć się pięknem? Syndrom Stendhala

Większość z nas kocha podróże! Lubimy podziwiać krajobrazy i zabytki. I choć urok sztuki i architektury dobrze nam się kojarzy, niekiedy dawka piękna staje się… za duża! Mamy wtedy do czynienia z niesamowitym zaburzeniem psychosomatycznych – syndromem Stendhala.

Czym jest syndrom Stendhala?

Syndrom Stendhala nazywany jest również syndromem florenckim lub hyperkulturemią. Ta rzadka choroba dotyka wrażliwe osoby, które stykają się z dużą liczbą dzieł sztuki na niewielkim obszarze – w muzeum lub galerii. Objawia się przede wszystkim przyśpieszonym tętnem, dezorientacją, zawrotami głowy, a nawet halucynacjami – te ostatnie prowadzą często do utraty kontroli nad własnym zachowaniem oraz do atakowania dzieł sztuki. Nazwa syndromu Stendhala nie wzięła się bez powodu – francuski pisarz jako pierwszy przedstawił zaburzenie, które dotknęło go podczas podróży do Florencji. We współczesnej medycynie syndrom pojawił się na przełomie lat 70. i 80. XX wieku.

Skąd się bierze hyperkulturemia?

Powody występowania syndromu Stendhala nie są znane. Jednak specjaliści twierdzą, że dotyka on przede wszystkim osoby wrażliwe na piękno, które często podróżują. Zaburzenie klasyfikowane jest jako zaburzenie somatomorficzne – z realnymi symptomami, lecz bez podstaw medycznych. Co ciekawe, zauważono także, że niektóre osoby cierpią na syndrom florencki podczas słuchania muzyki klasycznej. Podobne dolegliwości występują także w trakcie zakupów: kupujący czuje wtedy przesyt związany z ogromnymi możliwościami wyboru i – dosłownie – traci głowę.

Jak leczyć syndrom Stendhala?

Choć brzmi egzotycznie, syndrom Stendhala nie ma żadnych negatywnych konsekwencji dla zdrowia. Problemem jest tu jedynie samopoczucie chorego, które może być korygowane psychoterapią. Ofiary syndromu często cierpią na wyrzuty sumienia. Nic dziwnego – do wyczynów niektórych nieszczęśników dotkniętych hyperkulturemią należy między innymi wyrwanie dziury w obrazie Moneta czy… oblanie kwasem solnym portretu Mony Lizy. Na szczęście do tej pory wszystkie dzieła sztuki udało się uratować!