3 tygodnie temu

Polskie uczelnie poza pierwszą 500 światowego rankingu

Harvard, Stanford, Oxford, Cambridge, Berkeley to uczelnie znane praktycznie każdemu studentowi na świecie. Uniwersytet Warszawski, SGH, UAM, Uniwersytet Jagieloński to uczelnie znane właściwie tylko w Polsce. Dlaczego założony w 1364 UJ tak niewiele znaczy w skali globalnej?

Historyczne rankingi plasujące uczelnie na odpowiednich miejscach oparte były na zróżnicowanych kryteriach, począwszy od liczby pracowników naukowych, poprzez ilość studentów, absolwentów, ilość zastrzeżeń patentowych, wielkość budżetu, liczbę laureatów prestiżowych nagród, itp. Obecnie, coraz większą rolę w określaniu wartości uczelni odgrywa narzędzie webometryczne (Webometrics Ranking of World Universities) stworzone na podstawie wskaźnika ilości treści internetowych danej uczelni oraz wpływu i widoczności opracowanych publikacji według liczby linków zewnętrznych (cytowanie stron).

Innymi słowy, im więcej linków prowadzących do stron internetowych uczelni, tym większe zainteresowanie ze strony studentów, naukowców, korporacji zlecających opracowanie innowacji, wynalazków i patentów, sponsorów pragnących wesprzeć swoja markę za pomocą logo uznanej placówki, specjalistów poszukujących unikalnych rozwiązań, itp. Właśnie to zainteresowanie, jako funkcjonalność użyteczności jest coraz częstszym miernikiem wartości uczelni.

Polskie uczelnie istnieją dla samych siebie

Niezaprzeczalnie, w skali globalnej bierzemy udział w istotnych projektach naukowych, posiadamy nawet swój ośrodek badawczy na Antarktydzie, ale skala, a przede wszystkim promocja odbioru naszego wkładu jest bardzo skromna na tle ośrodków z pierwszej setki.

Większość naszych osiągnięć naukowych nie spotyka się z żadnym globalnym odzewem wśród odbiorców, często polscy naukowcy publikują swoje osiągnięcia wyłącznie w celu powiększenia indywidualnego dorobku, awansu we własnym ośrodku akademickim czy zdobycia grantu z UE. Podobnie zaskakująca jest skala tłumaczenia prac i publikacji naukowych na język angielski, wynikająca w naszym przypadku nie z chęci dotarcia do osób zainteresowanych nimi za granicą (a tym samym promocji uczelni na świecie), ale często wyłącznie z odgórnych przepisów, (np. obowiązek tłumaczenia na angielski streszczeń prac magisterskich, doktorskich czy autoreferatów).

Tworzymy masowo, dużym nakładem pracy, nierzadko wartościowe produkty naukowe, ale zbyt często wyłącznie po to, by korzystali z naszych osiągnięć nieliczni zainteresowani, bez nadrzędnego celu dotarcia do szerokiego, z góry określonego odbiorcy. Nie wspiera to przemyślanej promocji polskich uczelni na świecie.