3 tygodnie temu

Pies w lustrze, czyli o zwierzęcej świadomości

 

Sroki, szympansy, słonie i jeszcze kilka innych gatunków zwierząt może pochwalić się zdanym testem na samoświadomość. Do tej pory psy nie należały do tego grona, ale najnowsze badania wskazują, że jest inaczej!

„Tak, tak ten człowiek w lustrze to niestety ja…” śpiewał Grzegorz Ciechowski i chociaż kwestia radości z własnego wizerunku jest, jak widać kwestią względną, to jednak zwykle nikt nie ma wątpliwości, że odbicie, na które akurat spogląda, należy właśnie do niego. Pomijając wyjątkowe przypadki agnozji, po prostu rozpoznajemy samych siebie. Właśnie z tego powodu lustro, obok codziennego zastosowania przy goleniu i robieniu makijażu, znalazło też swoje przeznaczenie w nauce. Test lustra znany jako metoda sprawdzenia samoświadomości u ludzi i zwierząt znany jest już od lat 70 XX w. Współcześnie naukowcy spróbowali zmodyfikować go w ten sposób, żeby bardziej pasował do zwierząt, które w mniejszym stopniu kierują się wzrokiem.

Moje odbicie

Test jest prosty. Na ciele zwierzęcia umieszcza się kolorową kropkę, którą może ono dostrzec, tylko przeglądając się w lustrze. Przykładowo, jeśli szympans, widząc w odbiciu żółtą plamę na swoim czole, zaczyna ze zdziwieniem dotykać miejsca, w którym się ona znajduje, oznacza to, że zdał test. Zwierzę rozpoznaje w lustrze samego siebie, a nie bierze postaci ze zwierciadła za innego osobnika. Test lustra zdają niektóre gatunki naczelnych, słonie, świnie, delfiny, a także ptaki z rodziny krukowatych, a u dzieci zdolność rozpoznawania samych siebie pojawia się zwykle około osiemnastego miesiąca życia. Jak widać, na tej elitarnej liście zwierząt posiadających ideę samych siebie do tej pory nie było psów.

 

 

Czworonożny przyjaciel człowieka traktuje zwykle swoje odbicie jak innego psa lub, jeśli jest bardziej obyty z pułapkami ludzkich wynalazków, zwyczajnie je ignoruje. Jednak część naukowców zwróciła uwagę, że na podstawie tego faktu nie można wyciągać wniosków na temat braku psiej samoświadomości, a to dlatego, że kierują się one głównie węchem, a nie wzrokiem. Julie Hecht, na łamach Scientific American, przypomina, że wskazywał na to już Marc Bekoff z Uniwersytetu w Colorado, który w badaniach nad „żółtym śniegiem” z 2001 roku prowadził obserwacje, w jaki sposób jego pies podchodzi do śladów uryny pozostawionych przez siebie oraz przez obcych. Różnice w zachowaniu kazały przypuszczać, że psy mają poczucie, że coś należy do nich, co jednak oczywiście nie jest jeszcze równoznaczne ze zdanym testem lustra.

Lustro zapachowe

Na szczęście nie skończyło się tylko na tym już nie do końca białym puchu. W badaniach opublikowanych w Behavioural Processes Alexandra Horowitz wraz ze swoim zespołem starała się tak zmodyfikować omawiany test, aby był odpowiedni dla zwierząt kierujących się węchem. Celem była ingerencja w indywidualny kod zapachowy osobnika i sprawdzenie, czy pies w jakiś sposób reaguje na zmianę. W tym celu przeprowadzono dwa badania.

Idąc tropem wyznaczonym przez Bekoffa, materiałem poddawanym modyfikacji był mocz danego psa, do którego dodawano substancję zapachową. W pierwszym eksperymencie wzięło udział trzydzieści sześć psów i wszystkie  poświęciły więcej czasu na obwąchiwanie zmodyfikowanej próbki niż niczym „niedoprawionego” moczu. Chcąc wyeliminować możliwość, że działa tu po prostu efekt nowości porównywano także czas obwąchiwania uryny z dodatkowym zapachem, z czasem poświęcanym na sprawdzeniu próbki z samą substancją zapachową, która była dodawana do próbek.

 

 

Jednak wyeliminowawszy jeden problem, trzeba było jeszcze rozstrzygnąć pytanie dotyczące samego znacznika. W teście lustra plamka na futrze jest sama w sobie neutralna, a na dodawaną do pierwszego eksperymentu substancję niektóre psy reagowały z obrzydzeniem. Dlatego przeprowadzono jeszcze drugie badania, w których wzięło udział dwanaście psów, a stosowany środek był dla nich obojętny. W tym przypadku wyniki były już bardziej jednoznacznie, ponieważ za każdym razem psy poświęcały najwięcej czasu, obwąchując niejako ze zdziwieniem, zmienioną próbkę własnego moczu.

Z pewnością cały eksperyment stanowi ciekawą próbę nieantropocentrycznego dopasowania swojej formy do charakterystyki badanego gatunku. Oczywiście dyskusja jest otwarta, na ile zaprezentowane przez Horowitz wyniki są rzeczywiście miarodajnym wskaźnikiem samoświadomości u psów. Wciąż można się zastanawiać czy zamyślony, leżący Maks może dumać nad swoim pieskim życiem i nad tym, jak to jest być Maksem. Jedno jest jednak pewne, psie lustra wyglądają nieco inaczej niż nasze.