3 tygodnie temu

Czym w przyszłości zastąpimy antybiotyki?

Odkrycie antybiotyków zapoczątkowało prawdziwą rewolucję i rozpoczęło nowy etap współczesnej medycyny. Jednak w dzisiejszych czasach coraz częściej słychać głosy nawołujące do ich ograniczenia. Czym zamierzamy w przyszłości zastąpić antybiotyki?

Zwalczając życie, ratować życie

Pierwszym antybiotykiem poznanym ludzkości była odkryta w 1928 roku penicylina. Stało się to zupełnym przypadkiem, kiedy szkocki lekarz Alexander Flemming zauważył, że kolonie bakteryjne nie rozwijały się w obecności grzybów pleśniowych z rodzaju Penicilium.

Flemming uznał, że niektóre grzyby i bakterie wydzielają substancje szkodzące innym mikroorganizmom. Nazwano je więc antybiotykami, co z języka greckiego można przetłumaczyć jako „zwalczające życie”.

Choć szkocki badacz w rzeczywistości nie był pierwszym człowiekiem, który zauważył hamujący wpływ pleśni na inne drobnoustroje, to jako pierwszy wykorzystał ich potencjał w medycynie.  Od tamtej pory antybiotyki zaczęto powszechnie stosować w charakterze leków przeciwbakteryjnych oraz przeciwgrzybiczych.

Przyczyniły się  one do okiełznania wielu poważnych chorób zakaźnych takich jak szkarlatyna, kiła czy gangrena. Antybiotyki hamujące rozwój ludzkich komórek znalazły zastosowanie nawet w chemioterapii przeciwnowotworowej!

Łatwo przyszło, łatwo poszło?

Niestety istnieje także druga strona medalu. Dzięki swoim niewątpliwym zaletom ludzie zaczęli stosować antybiotyki na masową skalę, nawet wtedy, gdy nie było to skuteczne (choroby wirusowe), czy zwyczajnie konieczne (w łagodnych stanach). Ich powszechne użytkowanie „wymusiło” na patogenach przystosowanie się do nowych warunków życia.

Należy bowiem pamiętać, że ewolucja nigdy nie próżnuje. Wystarczyło zaledwie kilkadziesiąt lat,  aby  na całym świecie wytworzyły się szczepy bakterii opornych na różne antybiotyki. Już w 2015 roku naukowcy odkryli „superbakterię” — mikroorganizm niewrażliwy na wszystkie znane nam leki.

Zdjęcie przedstawia dwie szalki Petriego, na których rozwijają się kolonie bakterii widoczne jako niewielka szara błonka na powierzchni całego naczynia. W kilku miejscach wyłożono malutkie krążki wycięte z bibuły, które wcześniej nasączono odpowiednim antybiotykiem - każdy krążek innym lekiem. Na lewej szalce wyraźnie brakuje bakteryjnej błonki wokół bibułek (puste koła, w których centrum znajduje się bibułka). Na prawej szalce sytuacja jest odwrotna, bakterie rozwijają się nawet w pobliżu bibułek.

Popularny test stwierdzający oporność bakterii na wybrane leki. Białe krążki to bibułki nasączone różnymi antybiotykami. Kolonia bakterii (szaro-matowa warstwa na szalce) po lewej stronie nie rozwija się w pobliżu krążków. Oznacza to, że jest wrażliwa (nieoporna) na antybiotyki. Po prawej stronie sytuacja odwrotna — bakteriom nie przeszkadza obecność leków.  Źródło

Trudno powiedzieć czy stosując nagminnie antybiotykoterapię, przedobrzyliśmy sprawę — patogeny i tak z czasem uodporniłyby się na broń, przy pomocy której z nimi walczyliśmy. Wydaje się jednak, że mogliśmy odwlec ten moment w czasie i zmniejszyć jego skalę.

Ponadto antybiotyki nie działają wybiórczo — zwalczają także pozytywną mikroflorę naszego przewodu pokarmowego. Niedawne badania wykazały, że takie  wyjałowienie jelit skutkuje dodatkowo zmniejszeniem aktywności neutrofili, czyli białych krwinek aktywnych w zwalczaniu infekcji. Oznacza to, że stosując antybiotyk, możemy paradoksalnie osłabić naszą odporność, zamiast ją zwiększać.

Oszukać bakterie

Mimo wszystko antybiotyki wciąż są pomocne, choć w ogólnym rozrachunku ich skuteczność spada. Nadszedł więc czas, aby poszukać nowych alternatyw dla dotychczasowych terapii. W przeciwnym przypadku za kilka lat choroby o podłożu bakteryjnym znów zaczną stanowić poważny problem.

Ostatnio naukowcy z Uniwersytetu Illinois wpadli na sprytne rozwiązanie. W swoich badaniach rozpracowali związki chemiczne stosowane przez bakterie do komunikacji. Choć każda komórka tych drobnoustrojów jest oddzielnym organizmem, to razem tworzą kolonię, dla której przetrwania wzajemne porozumiewanie się jest kluczowe.

Badacze chcą więc znaleźć sposób na kontrolowanie owej komunikacji przy pomocy odpowiednich związków chemicznych. W ten sposób mogliby wysyłać patogenom fałszywe sygnały mówiące o niedostatku pokarmu w ciele chorego pacjenta.

Pod wpływem takiej błędnej informacji oszukane bakterie przechodziłyby w stan uśpienia, czekając, aż warunki do rozwoju staną się bardziej dogodne. Dałoby to wystarczająco dużo czasu organizmowi chorego, aby ten obronił się sam.

Pomysł ten działałby więc na zupełnie innej zasadzie niż hamujące rozwój lub wręcz zabijające bakterie antybiotyki. Dodatkowo nie siałby tak dużego spustoszenia w naszym organizmie i prawdopodobnie trudniej byłoby się uodpornić patogenom na taką cwaną sztuczkę. Na chwilę obecną zapowiada się więc na świetną alternatywę dla coraz mniej skutecznych antybiotyków.

Niestety na realizację tego pomysłu przyjdzie nam jednak poczekać kilka, a nawet kilkanaście lat. Badania wciąż są na wczesnym etapie i do końca nie wiadomo czy przyniosą zamierzone skutki. Do tego czasu najlepiej więc nie chorować, a w razie czego sięgać po antybiotyki tylko wtedy, kiedy jest to naprawdę konieczne.