4 tygodnie temu

Chodź, pomaluj mój świat… bakterią

 

Wzorzysta jaszczurka, piękny zbiór owoców, logo szanowanej instytucji naukowej. To dopiero początek kariery artystycznej Escherichia coli, ale już można powiedzieć, że bardzo obiecujący. Wspomniane dzieła to świetny przykład malarstwa mikrobowego, czyli tworzonego z wykorzystaniem mikroorganizmów.

Sztuka i nauka to nieoczywiste połączenie. Chciałoby się powiedzieć: wciąż nieoczywiste, chociaż nieustannie na popularności zyskują dziś takie pojęcia i nurty jak bioart czy sztuka technonaukowa. Przeprowadzany w ich obrębie mariaż tych dwóch światów pokazuje, że mogą one skutecznie czerpać z siebie nawzajem, inspirując się i wspomagając.

 

Tasha Sturm, mikroorganizmy na ręce jej 8 letniego syna. Źródło

 

Laboratorium i galeria

Naukowe inspiracje w sztuce, jak przystało na działalność artystyczną, mogą mieć bardzo wiele twarzy. Zaliczymy do nich głośne i kontrowersyjne projekty Stelarca, na czele z trzecim uchem wyhodowanym na jego przedramieniu. Fluorescencyjnego królika Albę, Eduarda Kaca i jego słynną Edunię – odmianę petunii, do której wszczepiono fragment DNA artysty. Sztuką inspirowaną nauką są też bodaj najbardziej „naturalistyczne” portrety w historii stworzone przez Marca Quinna, czyli jego autoportret wyhodowany z własnych komórek krwi oraz Genomowy portret sir Johna Sulstona, który rzeczywiście zawiera DNA tego sławnego biologa molekularnego. Co ciekawe, wspominane prace nie tylko są tworzone na bazie naukowej fascynacji, ale w większości przypadków muszą też siłą rzeczy powstawać w ścisłej współpracy z naukowcami.

 

Stelarc prezentujący swoje trzecie ucho. Źródło

 

Rzecz jasna tego typu przykładów można mnożyć dużo więcej. Od tych budzących wielkie dylematy i kontrowersje aż po te, które łącząc przestrzeń laboratorium z galerią, wskazują po prostu na piękno i wyjątkowość otaczającego nas świata. Świetnym przykładem jest tu malarstwo mikrobowe, czyli po prostu dzieła, a właściwie „dziełka” sztuki tworzone przy wykorzystaniu różnego rodzaju mikroorganizmów.

Czy bakteria może malować? Oczywiście, że nie, ale za to można malować bakterią. Podobno już Aleksander Fleming interesował się tego rodzaju działalnością i był jedną z pierwszych osób tworzących tego rodzaju prace. Malarstwo mikrobowe polega w skrócie na tworzeniu obrazków na płytce Petriego za pomocą umiejętnego hodowania konkretnych mikroorganizmów. Jest praktykowane zarówno przez czynnych naukowców, którzy w swojej codziennej pracy dostrzegają podłoże pod estetyczne doświadczenia, ale i naukowo zorientowanych artystów. Cyklicznie od 2015 roku odbywa się nawet specjalny konkurs Agar Art (agar to substancja żelująca, która jest podkładem do pożywek, na których hoduje się bakterie) organizowany przez Amerykańskie Stowarzyszenie Mikrobiologii, w którym rywalizują dzieła tworzone przy udziale mikroorganizmów.

 

 

Bakteryjne disco

Dlaczego o tym wszystkim mowa? Otóż w ostatnim czasie naukowcom w Instytucie Technologii w Massachusetts udało się opracować nową „technikę malarską”. Eksperymentując z bakterią Escherichia coli, dodali do niej 18 nowych genów związanych z reakcją na światło czerwone, zielone i niebieskie. Wystawienie tak zmodyfikowanej bakterii na konkretny rodzaj światła automatycznie powodował konkretną reakcję chemiczną, czyli produkowanie pigmentu o określonym kolorze. W ten sposób, po umieszczeniu próbek na płytce Petriego i za pomocą światła lasera naukowcy mogli tworzyć kolorowe wzory. W ten sposób powstało logo instytutu, w którym prowadzono badania, postać Super Mario, jaszczurka oraz zbiór owoców.

 

Mehmet Berkmen, Maria Pernil, Neurony, Nesterenkonia, Deinociccus, Sphingomonas, zwycięzcy I Agar Art Competition. Źródło

 

Oczywiście tak naprawdę nie chodzi tu tylko o to, że uda się w ten sposób w przyszłości stworzyć reprodukcje Moneta czy polskich kolorystów w wersji mikro. Zdaniem naukowców doświadczenie to jest o tyle cenne, iż powinno pomóc w kontrolowaniu szlaków metabolicznych w przypadku mikroorganizmów używanych do produkowania farmaceutyków bądź chemii przemysłowej, właśnie poprzez włączanie i wyłączanie odpowiedzi na dane światło, czyli jak pisze Ryan Cross na łamach Science: „bakteryjne disco”.

Z kolei, jeśli chodzi o artystów, sens leży w stawianiu pytań. O sedno zachodzących zmian społecznych, konsekwencji rozwoju technologii, istoty człowieczeństwa, naszych granic etycznych i wielu innych zagadnień. Także tych związanych z mikroświatem i tego, co o nim właściwie wiemy i jak o nim myślimy. Stąd też edukacyjny wymiar sztuki. Wreszcie, w kontekście malarstwa mikrobowego do rozważenia jest też częsty argument przeciw sztuce współczesnej, czyli „na ścianie bym tego nie powiesił”. To wprawdzie ciągle bakterie, ale za to obrazki są zwykle całkiem estetyczne.