3 miesiące temu

Herbata z mikrofalówki – co na to lekarze?

Parzenie herbaty w wielu kulturach to istny rytuał.

Proces prawidłowego przygotowywania napoju stanowi wiedzę przekazywaną z pokolenia na pokolenie. I chociaż definicja idealnej filiżanki herbaty może się różnić, jedna kwestia pozostaje bezdyskusyjna niezależnie od kraju – nigdy nie parzy się jej w mikrofalówce.

Jednak ta “bluźniercza” metoda wraz z pojawieniem się mikrofali w naszych domach doczekała się wielu zwolenników na całym świecie. W końcu kwestią zainteresowali się również naukowcy, którzy postanowili przeanalizować proces parzenia herbaty w mikrofalówce i porównać jego skuteczność z tradycyjnymi metodami.

W 2012 roku Dr Quan Vuong z Uniwersytetu w Newcastle przeprowadził badania na ten temat. Vuong na co dzień zajmuje się bioaktywnymi składnikami produktów spożywczych oraz ich zdolnościami antyoksydacyjnymi. W swoich eksperymentach chciał opracować metodę optymalnego parzenia czarnej i zielonej herbaty, aby wyciągnąć z roślin nie tylko smak, ale też najwięcej korzyści zdrowotnych. Jak się okazało, optymalne efekty osiągnął, wsadzając torebkę herbaty do kubka z gorącą wodą, który następnie umieścił na 30 sekund w mikrofalówce.

Wyliczył, że tą metodą udało mu się zaktywizować 80% związków kofeiny, teaniny i polifenolu w napoju. Związki polifenolu są przeciwutleniaczami, które mogą zapobiegać chorobom serca, niektórym nowotworom oraz cukrzycy. Teaniny są aminokwasami znajdującymi się w roślinach, które mają właściwości łagodzące niepokój i obniżają ciśnienie krwi. Bez użycia kuchenki mikrofalowej udało mu się natomiast wyodrębnić tylko 62% tych składników.

Lekarz zastrzega jednak, że ta metoda dotyczy herbat ziołowych i z liści, a korzyści dla zdrowia są zauważalne dopiero po wypiciu więcej niż trzech filiżanek dziennie.

A wy, po której stronie herbacianego konfliktu się opowiadacie? Herbata z mikrofalówki to bluźnierstwo czy komfortowa alternatywa?

Źródło