2 miesiące temu

24 godziny nad przepaścią. W hamaku.

Dziś z trochę innej perspektywy: kto się powiesił i po co – krótki reportaż Ane Piżl.

dsc_3595

Jeśli planujesz spędzić jesienną noc w hamaku, weź ze sobą nieprzemakalną płachtę biwakową. Jeśli myślisz o tym, by wisieć na dużej wysokości, zabierz też coś z czego zrobisz poduszkę, bo w kasku wspinaczkowym bez poduszki ciężko zasnąć. O tym dlaczego i co to wszystko ma wspólnego z dziećmi w Tajlandii oraz pierwszą pomocą dowiesz się już zaraz.

Jest ostatni weekend lata, ale w skałach pachnie już jesienią. O 16 zaczęło padać. Jest wieczór – deszcz nie odpuszcza, a wiatr przybiera na sile. Wysoko, między skałami wisi kilkanaście hamaków – do rana będzie ich mniej, ale najwytrwalsi zostaną w nich 24 godziny.

To grupa wolontariuszy fundacji Safe Water Safe Land – sami ratownicy medyczni, górscy i jaskiniowi oraz instruktorzy pierwszej pomocy. Wiszą pod hasłem „Nam nie wisi” – happening, który ma zwrócić uwagę na fakt, że nie jest im wszystko jedno, że mierzą wysoko.

dsc_3461

Safe Water Safe Land

Zaczęło się 2 lata temu. A właściwie dużo wcześniej, bo przyjaźnie zawiązały się wiele lat wstecz. Po długim okresie wspólnej, komercyjnej pracy w dużych miastach w Polsce, gdzie obok dyżurowania w pogotowiu, ratownicy z tej historii prowadzą też kursy pierwszej pomocy, przyszła myśl – zróbmy coś więcej.

Polska jest – na tle większości państw świata – bogatym, rozwiniętym krajem. Podzielmy się tym. W wiele miejsc na świecie nie dociera edukacja ratownicza, a ludzie umierają bez żadnej pierwszej pomocy. Bez reanimacji. Bez szans.

W 2014, w Malezji, miał miejsce pierwszy projekt Safe Water Safe Land. Formalnie fundacja powstała dopiero po tym projekcie, po powrocie do kraju. Jest coraz lepiej – fundacja się rozwija, jest coraz więcej zaangażowanych ratowników i instruktorów, coraz więcej energii, by docierać na krańce świata z treningiem ratowniczym. Uczyć reakcji na wagę życia.

dsc_4320

Weź dobrą pogodę

Sama płachta nie wystarczy. Gdy śpisz w hamaku i deszcz nie odpuszcza, z liny asekuracyjnej (jesteś na 10 metrach, więc śpisz w uprzęży) robi się sączek i wszystko nieubłaganie nasiąka. Materiał hamaka również przesiąka od lin nośnych i z czasem wilgoć wchodzi w śpiwór. Wyłożenie hamaka folią nie pomoże – w najniższym miejscu robi się kałuża, więc leżysz w wodzie.
dsc_3575
Powieś hamak jak najbardziej płasko, załóż na siebie goretex, zaparz w termosie herbatę. To oczywiście ma dwie strony – z jednej cię rozgrzeje, z drugiej zwiększy parcie na pęcherz, a jeśli jesteś kobietą oddanie moczu wymaga pewnej ekwilibrystyki. Weź w tym celu butelkę z szerokim otworem i dedykowany dziewczynom lejek do sikania (obetnij mu wcześniej końcówkę, żeby miał szersze miejsce spływu; oryginalnie lejki większości firm zaprojektowane są zbyt wąsko). Zadbaj też, żeby spodnie były odpowiednio elastyczne – wszak musisz się wysikać nie zdejmując uprzęży.

dsc_4206

Wiatr w spaniu nie pomaga. Hamakiem między skałami buja, a jeśli deszcz nie ustał, zacina pod płachtę. Trzeba ją związać w kilku miejscach pod spodem (więc musi być długa), a brzegi płachty wewnątrz oddalić od siebie – przyda się do tego jakiś lekki pręt. Tu wszyscy robią to po prostu z patyków.

Kask też nie pomaga w spaniu. Dopiero zrolowana bluza lub inne zastępstwo poduszki pozwala rozluźnić mięśnie szyi i zapomnieć na chwilę o bólu głowy.

dsc_4220

Finalnie 24 godziny w hamaku – na dużej wysokości i w deszczu okazują się wyzwaniem. Ze słońcem na pewno poszłoby łatwiej. Ale wymiar akcji „Nam nie wisi” zyskuje dodatkowo w tych warunkach. A ratownicy nie poddają się tak łatwo.

dsc_4301

Dwa i pół tysiąca dzieci tonie co roku

W Tajlandii. Nie umieją pływać, bo nikt ich tego nie uczy. I nikt nie podejmuje CPR (resuscytacji – Cardio Pulmonary Resuscitation). Bo tego też ich nikt nie uczy. Zmieńmy to – wymaga to pracy i wytrwałości, ale ratownicy nie poddają się tak łatwo.

Instruktorzy fundacji Safe Water Safe Land jadą tej zimy do Tajlandii szkolić na fantomach z zakresu pierwszej pomocy dzieciom. Nauczycieli, rodziców, lokalne społeczności. Uciskanie klatki ratuje życie.

Mają już bilety lotnicze, ale organizacja warsztatów na miejscu, przejazd między wioskami i sprzęt szkoleniowy kosztują. Ceny w Azji są na tyle niskie, że nawet niewielkie wsparcie przekłada się na duży krok naprzód. A 100% wpłat wolontariusze przeznaczą na szkolenia.

Im nie wisi. Im nie jest wszystko jedno. Trening CPR realnie ratuje życie. Potwierdzają to statystyki z innych kontynentów, gdzie aktywna pierwsza pomoc podnosi przeżycie zatrzymania krążenia o 70-80%. To by znaczyło, że dwa tysiące dzieci co roku mogłoby żyć. To wymaga szerokiej edukacji, regularnego treningu i dostępności AED.

Wszystko przed nami. Zaczynamy dziś.

dsc_4452

dsc_4470-edit

Jeśli tobie też nie wisi i nie jest ci wszystko jedno, zrób przelew. Wsparcie ratuje życie.

 

http://fundacjasafe.org/
http://fundacjasafe.org/wiecej/wspomoz-nas/
https://www.facebook.com/fundacjasafe/

Tekst: Ane Piżl
Zdjęcia: Paweł Gluza