1 rok temu

Jak kurczaki ukształtowały rynek samochodowy w USA

chicken-truck-860x280
Gospodarka działa jak system naczyń połączonych – zmiana w jednym sektorze może pociągać poważne konsekwencje w innym. I tak na przykład niewinny wydawałoby się kurczak zmienił w przeciągu ostatnich 50-ciu lat wygląd całej branży samochodowej w USA, chcecie wiedzieć jak do tego doszło?

W XIX wieku kurczaki nie gościły zbyt często na stołach przeciętnych obywateli – były towarem luksusowym, zarezerwowanym przeważnie dla bogatszych mieszkańców Europy. W tamtych czasach z resztą o wiele popularniejsze było hodowanie kurczaków pod kątem walk niż spożywczo. Dopiero powojenne udogodnienia technologiczne – chłodziarki, lepszy transport oraz rozwój przemysłowej produkcji żywca, pozwoliły na zmianę przyzwyczajeń żywieniowych, czyniąc drób jednym z najczęściej serwowanych rodzajów mięsa.

Co ma to wspólnego z ciężarówkami w USA? Stany Zjednoczone zaczęły produkować tak dużo drobiu, że mogły go spokojnie eksportować do krajów europejskich. Na początku lat ’60 połowa kurzego mięsa w Europie pochodziła z USA. Europejscy hodowcy zostali zalani amerykańskim drobiem przez co zaczęli mieć problemy z utrzymaniem swoich własnych hodowli. W 1956 roku w RFN zaledwie 1% importowanego drobiu pochodził z USA, w przeciągu niespełna 6 lat amerykańskie kurczaki stanowiły już blisko jedną czwartą mięsa, które dodatkowo było o wiele tańsze niż od lokalnych producentów.

Wkrótce europejscy hodowcy zaczęli się buntować, wysuwając pod adresem amerykanów szereg oskarżeń, jak np. w Holandii, gdzie posądzano Amerykanów o celową sprzedaż mięsa poniżej kosztów transportu, by w efekcie wygryźć z rynku holenderskich producentów. W RFN pojawiły się plotki o stosowaniu przez nich arszeniku do stymulowania wzrostu kurczaków, a we Francji ostrzegano przed jedzeniem amerykańskich kurczaków, które miały rzekomo szkodzić męskości.

Europejska Wspólnota Gospodarcza zareagowała na tę sytuację ustanawiając w 1962 roku cło na importowane kurczaki, podając jako argument troskę o dalszą odbudowę powojennego rynku na starym kontynencie. W efekcie cło znacznie podniosło cenę importowanych kurczaków. Niektóre kraje nałożyły nawet całkowity zakaz ich dostawy.

Przez kolejne 18 miesięcy władze federalne negocjowały w celu obniżenia cła i zawieszenia zakazów – bezskutecznie. Tymczasem kurczaki stały się palącym problemem dyplomatycznym. Senator J. William Fulbrigt miał nawet kiedyś przerwać obrady NATO grożąc wycofaniem amerykańskich oddziałów z sił paktu, jeżeli sankcje względem przemysłu drobiowego nie zostaną zniesione. Tym samym sprzymierzeńcy w Zimnej Wojnie zaczęli toczyć między sobą Kurzą Wojnę.

Gdy dyplomatyczne metody zawiodły prezydent Lyndon B. Johnson podpisał w grudniu 1963 roku ustawę zwaną Chicken Tax. Dokument nie mówił bezpośrednio o przemyśle drobiowym, skierowany był do producentów ziemniaków, brandy, dekstryny i lekkich ciężarówek z Europy, nakładając na import tych towarów podatek wysokości 25%.
Każdy z wymienionych w ustawie produktów został dokładnie przemyślany, przykładowo nakładając cło na lekkie ciężarówki chciano uderzyć w europejskiego potentata – Volkswagena. Samochody tej marki były bowiem niezwykle popularne w Stanach w latach ’60. Rząd USA oszacował jednak, że koszty importu samochodów z Niemiec były niemal równe stracie, jaką wywołały ograniczenia drobiowe. Praktycznie z dnia na dzień ten niezwykle popularny samochód zniknął z salonów dealerów, gdyż amerykanie nie chcieli ich już kupować po podniesionej cenie.

Prezydent mógł oczywiście wybrać jakiekolwiek inny zestaw produkty aby zbalansować straty w przemyśle drobiowym. Wybrał jednak to, co przynosiło mu największe korzyści polityczne. Jak okazało się po czasie Johnson zawarł porozumienie z przedstawicielem związku pracowników sektora motoryzacyjnego United Auto Worker. W zamian za uderzenie w Volkswagena Walter Reuther z UAW zgodził się nie wywoływać strajków podczas kolejnych wyborów prezydenckich i przekonać członków związku do poparcia dla Johnsona.

Jednak ustawa uderzała nie tylko w europejskich producentów, lecz we wszystkich którzy sprowadzali samochody do Stanów – niekiedy amerykańskie firmy, które przenosiły produkcję do tańszych krajów. Niektórzy zaprzestali sprzedaży na amerykańskim rynku, inni chcąc zachować zbyt zdecydowali się na budowę fabryk, by nie importować, lecz wytwarzać samochody na terenie USA, jak zrobiły to Honda i Toyota. Inni odkryli sprytny sposób, jak importować swoje samochody dostawcze omijając wysoki podatek.

Przykładowo niektóre japońskie firmy importowały pick-upy bez zamontowanej z tyłu paki, co umożliwiało im zostanie na poziomie jedynie 4% cła. Brakujące elementy był następnie montowane już na terenie USA.

Z czasem kolejni producenci zaczęli wykorzystywać różnicę w podatku, jaką prawo nakładało na samochody osobowe i dostawcze. Ford przykładowo, produkujący swoje samochody w Turcji, transportował ciężarówki wwożąc ja na teren USA jako pojazdy pasażerskie, wyposażając je w tylnie siedzenie, pasy oraz szyby. Po wjeździe do kraju samochody były transportowane do magazynu, gdzie usuwano niepotrzebne elementy i przerabiano je na transportowe.

Inny sposób obchodzenia prawa zastosował Mercedes-Benz dla modelu vana cargo. Auto było transportowane w wersji ogołoconej z wyposażenia, bardziej w formie częściowo złożonego zestawu niż gotowego samochodu, rozkładając go do poziomu, który był akceptowalny przez przepisy celne. Ta skomplikowana procedura też niemało kosztowała producenta, gdyż powodowała wzrost ceny pojazdu o 9%, w dalszym ciągu było to jednak lepsze niż 25%.

W rok po podpisaniu Chicken Tax trzy czwarte wprowadzonych w ustawie ceł zostało cofniętych, jednak nie dla rynku samochodowego – większość z nich funkcjonuje do dzisiaj! Zwolennicy ustawy zarzekają się, że pomaga ona chronić amerykański przemysł i pozwala zatrzymać w USA wiele miejsc pracy. Przeciwnicy wskazują jednak, że przed wprowadzeniem ograniczeń dla importowanych samochodów ciężarowych, amerykańskie firmy w swoich liniach produkcyjnych miały wiele różnych rodzajów półciężarówek – dostępna oferta była bardziej zróżnicowana, a sam sektor bardziej rozgałęziony. Ustawa natomiast wyizolowała producentów od konkurencji, utrzymując wysokie ceny na pojazdy oraz koncentrując zyski tylko wśród kilku największych firmy takich jak Chrysler, Ford i General Motors, odcinając wiele z innowacyjnych „gałęzi” produkcji. Dlatego też w Stanach chcąc kupić półciężarówkę konsumenci mają wybór pomiędzy kilkoma modelami, które niewiele zmieniły się przez ostatnie dziesięciolecia. A to wszystko przez kurczaki.